płócien manowce
szept napotkał szept
i z szeptem szedł szeptając słowa
bezdźwięczny zamysł zmysły wiódł
myśl myśl powiodła w niewolę tchu
usta dotknęły drżących ust
i wywiódł duszę duch na bezdroża
płócien manowce skryły ich skroń
ciało zastygło w krwawej kresce
dusze wśród włókien chłonęły swą woń
mierząc uparcie wzajemny bezkres
lament i śmiech miast głosu zwykłego
czerwoną strużką płynął po płótnie
by wyczerpawszy się zniknąć
lecz wkrótce
zjawiał się znikąd rzęsiście kwitnąc
pąkami farby z konturów ciała
jak krople rosy tak pot kochanków
okrył pajęczą materią hałas
a potem wzrok zatrzymał wzrok
mrok wstąpił w mrok czeluści wzruszeń
źrenic otchłanie wciągnęły dech
zadrżały ciała w zdziwieniu swem
bezruch z bezruchem połączył się
i w lustrze płótna zastygł odruchem
martwej bawełny połacie głuszy
zmacerowane wyblakłe białe
przyjęły obłok zbłąkanej duszy
pochylił malarz głowę nad ciałem
potem swym okiem sięgnął nadzieję
co tkwiła w kształcie kobiecej trwogi
i chwycił w dłonie jej lęku knieje
by zgubić je w gąszczu własnej pożogi
w palącym strachu co wiał od południa
wyborów nagłych mrocznych tajemnych
gdzie świadkiem jedynym bezdenne oko
i pamięć płócien jednako mu wiernych
i kiedy dotyk zapadł się w dotyk
wizja w spełnienie
okruchy w całość
owinął malarz własne marzenie w całun
|

muzyka: Adam Mazurek
śpiewa: Marta Walesiak (Teatr Syrena)
|
Marlena Zynger
niemożliwe - bez niego
zaklął małą dziewczynkę
swoim szklistym bezwzrokiem
myślą gdzieś zabłąkaną
nad ognistym potokiem
chwycił ją - bardzo słabą
siłą ciał bezramienia
spowił ją jak obłokiem
rzucił w otchłań bezcienia
w dziwie niemym została
nie pojmując niczego
jedno wszakże wiedziała
niemożliwe - bez niego
|

muzyka: Dominika Świątek
śpiewa: Dominika Świątek
|
Marlena Zynger
ciężar moich tęsknot
kto utrzyma ciężar moich tęsknot
komu nie zwiędną dłonie
mimo że podparte
a w ukłonie kawiarniany stolik
kieliszek
talerzyk
i tańczy
świecy płomień
nie zniesie nikt słów bez końca
słów o nieskończoności
i w nieskończoność
słów bez słońca
utkanych z mgły
we mgle
i na mgłę
kto utrzyma ten ciężar moich snów
wszak brak tchu do ich wypowiedzenia
i czasu nie ma
i pieniędzy
choć nastrojowo
na krawędzi
nietypowo
bajecznie
nie znosi dzień świtu wiecznie
gdzieś jest ten szczyt
radość bądź rozpacz
gdzieś jest ten krzyk
duma i wstyd
i kres
i otchłań
|

muzyka: Dominika Świątek
śpiewa: Dominika Świątek
|
Marlena Zynger
gdzie jesteś najdroższy
gdzie jesteś najdroższy
noc taka cicha dzisiaj jest
zasnęły ptaki
milczy pies
a mgła całuje oczy bez końca
wokół mnie szaro brunatne niebo
na jego tle jak wycinanki z papieru kolorowego
czarne kontury drzew wypełnione grafitową kredą
mijam je
stoją niczym wojsko
część drzew przerośnięta część przygarbiona
o zbyt krótkich to zbyt długich ramionach
różnego wzrostu i różnej postury
stoją wznosząc konary do góry
wplatam w nie moje dłonie
a myśli poruszają wargami
one jak w modlitwie
drżąc powtarzają
pytanie o ciebie najdroższy
gdzie jesteś
noc taka cicha dzisiaj jest
zasnęły ptaki
|

muzyka: Dominika Świątek
śpiewa: Dominika Świątek
|
Marlena Zynger
chcę być sam
chcę być sam
chcę być sam
chcę być sam moje maleństwo
w ciszy mej
w głuszy mej
tak myślom moim oddaję pierwszeństwo
a ty wściekaj się płacz snuj rozważania
jak sobie życzysz
ten wybór daję ci
poznaj co łaska kochającego pana
a teraz dość już basta pssst
(bo) chcę być sam
chcę być sam
chcę być sam moje maleństwo
w ciszy mej
w głuszy mej
tak myślom moim oddaję pierwszeństwo
może już jutro za tydzień lub w ogóle
kwestia nastroju emocji
któż to wie
jeśli ochotę będę miał to cię przytulę
teraz po prostu nie
(bo) chcę być sam
chcę być sam
chcę być sam moje maleństwo
w ciszy mej
w głuszy mej
tak myślom moim oddaję pierwszeństwo
masz przecież gifty przeróżne i wspomnienia
fantazji skronie całowałaś
dzięki mnie
doceń kochanie me gesty i natchnienia
i wybacz dzisiaj nie
(bo) chcę być sam
|

muzyka: Marlena Zynger, Anna Borowska
śpiewa: Marta Walesiak
|
Marlena Zynger
nie ma mnie w harmonogramie
nie ma mnie
w harmonogramie twoich zajęć na najbliższy tydzień
sprawdziłam
często dzwoniłam
widocznie jest wielu oczekujących
mniej kłopotliwych
bardziej zajmujących
nie proszących o spotkanie
pewnie nie chcą z tobą trwać
luz konfitur mogą dać
bez potrzeby zostawania na śniadanie
nie ma mnie
w harmonogramie twoich zajęć na najbliższe dwa tygodnie
orzekła zgodnie i pogodnie
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna
tę ciężką treść przyniosły mi słowa twe tak swobodnie
w nich twoja siła jest i zawsze była
nie ma mnie
w harmonogramie twoich zajęć aż po kres
Centralna Komisja Egzaminacyjna odrzuciła mój wniosek
o powtórny test
ponadto zabrakło środków na łapówkę
myszy podziurawiły aktówkę pełną swobody
bogatą w prawo do bycia młodym
dziwnie zakochanym
słabym i silnym
w mnogości wyborów
dinozaurem roślinnym
nie ma mnie w twym planie
zgodnie z twoim prawem
|

rec. Agnieszka Wielgosz
|
Marlena Zynger
to jedno tango
zatańczyć z panem chciałabym to jedno tango
dusz bliskość tańcem będzie moim pośród chmur
w czerwonej sukni podniebne tango
niewielki rubin
w koronie z szarych piór
krapowa laka rozetnie błękit
cynober ochrze poda rozświetloną dłoń
pan spojrzy na mnie
a wzrok przeniknie źrenic moich czerń
by spocząć w umbrze
i zmienić ją o ton
wśród nadwiślańskich veridianów
ultramaryny nurt i sjeny splotą bieg
kibić swą złożę na ramieniu pana
w duecie ze strachem
krzyknie świerszcz
kruki ze skarpy uniosą czarne włosy
nad łazienkami i puławską przejdzie cień
przy boku pana śnić będzie światło
we łzach wzruszenia
rozszczepi się
ciemność zapadnie lecz barwy nie ustaną
księżyc w ukłonie odda tytanową biel
w nocnej ekspresji królować będzie szkarłat
berłem mu werniks
ja pana proszę o to jedno tango
|

muzyka: Dominika Świątek
śpiewa: Ewa Dąbrowska (Teatr Żydowski)
|
Marlena Zynger
miłość w Warszawskich Łazienkach
miłość w Warszawskich Łazienkach
widziałam wiele razy
można spotkać ją w trou madame
krąży wśród białych stolików
w woni herbat i kaw
młodzieńców i ich dam
w muzyce słów starannie dobranych
bądź wyśmianych przez satyra
miłość ta smak ma szarlotki
jajecznicy lub sera
czasem stoi w alejce parkowej
samotnie przy drewnianej ławce
zapatrzona w liści rozmowę
z wiewiórką i orzeszkiem
bez świerszcza
miłość ta duszę ma wieszcza
co rozmawia ze swoim natchnieniem
a słowa ulatują w przestworza
niekiedy w trawie się chowa
przy licealiście i licealistce
a na stosie ich dyskusji i teorii nowej
płonie pierwszym pocałunkiem
miłość ta pachnie jak narcyz
chwilami jak janowiec
miłość w Warszawskich Łazienkach
kroczy alejkami dumna jak paw
i jego okiem spogląda na świat
miłość ta jest kolorowa
bezkompromisowa
zdarza się że ucieknie jak spłoszony ptak
lecz potem uparcie powraca
i śpiewa na koronach drzew
miłość w Warszawskich Łazienkach jest
|

muzyka: Dominika Świątek
śpiewa: Dominika Świątek
|
Marlena Zynger
Dzień z cyklu dni bez ciebie
mija kolejny dzień z cyklu dni bez ciebie
gramy tę scenę właściwe bez większych pomyłek
czasem tylko któreś z nas zająknie się
i w gotowy tekst zaplączą się słowa o tęsknocie
ja częściej popełniam te wtrącenia
łatwiej zapominam się
tu prosiłabym reżysera o wyrozumiałość
rola może zbyt trudna
tak obiecuję powtarzać często
będę ćwiczyć przed lustrem
stanę się bardziej przekonująca dla siebie
dla innych
tylko proszę o cierpliwość
nie wykluczam też kwestii mojego trudnego charakteru
braku pokory wobec narzuconej konwencji
zbyt wysublimowanego postrzegania rzeczywistości
proszę wykorzystać w sztuce te cechy panie reżyserze
bądź zwolnić mnie od razu
proszę uwierzyć w możliwość innego przekazu
coś na kształt pasji i namiętności
w miejsce pustki obrazu odrobinę duchowości
ja wiem panie reżyserze
nie moją rzeczą stanowić o pana dziele
jam aktor aktorzyna aktorzątko
kaczątko brzydkie
nie mnie łabędzi śpiew
tylko kacze trele kaczele
alternatywą milczenie i sen
jutro następny dzień
ta sama scena nowe ujęcia
postaram się grać bez zarzutu
muszę przecież zarobić na chleb
tak minie kolejny mój dzień
dzień z cyklu
|

rec. Agnieszka Wielgosz
|
Marlena Zynger
tarantella
pomieszały się nam dłonie
zaskoczone zalęknione
w ciszy myśli i łaknieniu
w przerażeniu i rozterce
choć pewnością swą wiedzione
zagubiły nam się ręce
dołączyły krople słone
przyszły zewsząd
były wszędzie
pokłoniły się westchnieniom
wzięły ciała w wiotkie lejce
strużki plotły się z palcami
wiły w bruzdach po przeguby
by za nimi aż po łokcie
w rzeźbie z żył popłynąć z trudem
lecz uparcie
tak zawzięcie
brnęły ku ramionom jedne
kiedy inne osłupiałe
zapatrzeniem owładnięte
opadały w tchnienia mgiełce
niewidzialne znów na dłonie
te tańczeniem swym przejęte
zapadały w skroni głębie
gdzie w skupieniu zrozumieniu
pełzły czułe lekkie miękkie
to znów wściekle oszalałe
kotłowały się namiętnie
w tym przedziwie i bezkształcie
wśród muzyki co z zadumy
i marzenia dwojga istnień
zwykła istnieć samoistnie
zaginęły nasze dłonie
|

|
Marlena Zynger
Książka Nemini vox deneganda. Każdemu wolno mówić jest dostępna w sprzedaży w sklepach: